O tym, co Anonim zwany Gallem, napisał w swojej Kronice o Bydgoszczy.

I. Dlaczego zainteresowałem się tym tematem.

Było to tak dawno, że dzisiaj już nawet nie pamiętam okoliczności w jakich po raz pierwszy wziąłem do ręki dzieło Anonima.

Bardzo możliwe, iż na studiach. To wtedy prawdopodobnie musiałem na jakieś zajęcia przygotować się z jak to wtedy się mówiło kroniki Galla Anonima.

A może było to nieco później, przy innej okazji. Nieważne.

Ważniejsze było to, że niesłychanie zaintrygowały mnie ostatnie karty Kroniki.

Dotyczyły one zdobycia w roku 1113 przez wojska Bolesława III Krzywoustego, grodu o nazwie Wyszogród, którego resztki znajdują się dziś na terenie jednej z bydgoskich dzielnic, w Fordonie.

Jednak jeszcze bardziej zaciekawiły mnie końcowe kilkanaście zdań Kroniki, w jakże barwny sposób przedstawiające opis walk w kolejnym, niestety nie wymienionym przez autora z nazwy grodzie.

Zacząłem się zastanawiać o jaką to miejscowość może chodzić i oczywiście natychmiast pomyślałem o grodzie bydgoskim. Chwilę później przestałem się tym interesować.

Jednak temat ten co kilka lat, przy okazji przeczytania kolejnej książki dotyczącej tego okresu do mnie powracał, aż w końcu zacząłem sprawdzać w dostępnej literaturze, jakie jest w tej materii zdanie polskich historyków.

Ku mojemu rozczarowaniu zauważyłem, że wśród naszych rodzimych badaczy nie ma w miarę jednolitego poglądu na to jak nazywał się bezimienny gród, któremu Anonim zwany Gallem (tak go teraz nazywamy) poświęcił całkiem sporo miejsca w swoim niedokończonym dziele i do dnia dzisiejszego wydarzenie to jest nierozstrzygnięte i stanowi jedną z wielu zagadek polskiego średniowiecza.

W końcu po czterdziestu latach uznałem, że dosyć mam czekania na innych i postanowiłem samemu spróbować rozwikłać tę zagadkę, jaką nieświadomie pozostawił nam 900 lat temu, do dziś nieznany z imienia i niewiadomego pochodzenia, przebywający na dworze księcia Bolesława III Krzywoustego, anonimowy kronikarz zwany Gallem.

Ponieważ niniejsza rozprawa, w żadnym wypadku nie aspiruje do miana naukowej, a ma jedynie na celu zaprezentowanie mojej hipotezy na temat przebiegu kampanii 1113 roku i ewentualne sprowokowanie dyskusji w tym temacie, przeto nie widzę powodu aby w sposób kompleksowy prezentować i omawiać stan badań historycznych nad przedmiotowym zagadnieniem. Wymienię jedynie, moim zdaniem te najważniejsze, z których sam korzystałem.

Kronikę Anonima z uwagi na różne interpretacje, czytałem w tłumaczeniach Zygmunta Komarnickiego, Romana Grodeckiego i Tadeusza Grudzińskiego.

Oczywiście nie mogłem pominąć Jana Długosza, który w trzecim tomie Kroniki sławnego Królestwa Polskiego, omawia proces podboju Pomorza przez księcia Bolesława III.

Z kolei z dostępnych opracowań dotyczących okresu wczesnofeudalnego w Polsce, korzystałem z następujących pozycji :

a/ w sprawach przedstawiających tło polityczne opisywanych wydarzeń :

Tomasz Kruszewski, Władza książęca na Pomorzu do Warcisława I, w: Acta Universitatis Wratislaviensis Nr 3948, Prawo CCCXXVIII, 2019, s. 41-65,

– Sebastian Kalinowski, Pogranicze kujawsko-pomorskie we wczesnym średniowieczu, w: Acta Universitatis Nicolai Copernici, Archeologia XXXIII, 213, s. 111-127,

– Marian Biskup, Koronowo zarys dziejów miasta,

– Błażej Śliwiński, Pogranicze kujawsko-pomorskie w XII-XIII wieku,

– Kazimierz Jasiński, Dzieje ziemi świeckiej i nowskiej od schyłku XII w. do 1309 r. w: Dzieje Świecia nad Wisłą i jego regionu, Warszawa 1979, s. 1-9.

b/ wyniki badań archeologicznych, jakie zostały do tej pory przeprowadzone w pod bydgoskich grodach, znalazłem w pracy pod redakcją

– Wojciecha Chudziaka i Jacka Bojarskiego, Wczesnośredniowieczne grodziska w Polsce, tom 1, powiat bydgoski,

c/ zagadnienia związane z wojskowością tego okresu, dosyć szczegółowo omawiają następujący badacze :

– Andrzej Feliks Grabski, Polska sztuka wojenna, w okresie wczesnofeudalnym,

– Karol Olejnik, Głogów 1109,

– Mariusz Samp, Bolesław Krzywousty piastowski bóg wojny,

– Mariusz Samp, Nakło 1109.

Zanim przejdę do meritum sprawy proponuję jeszcze zapoznać się z końcowym fragmentem Kroniki, w tłumaczeniu Romana Grodeckiego, w którym nasz anonimowy kronikarz prezentuje przebieg walk na pograniczu polsko-pomorskim w 1113 roku.

Przybywszy na pogranicze Pomorza, gdzieby niejeden inny książę nawet z dużym wojskiem doznał obawy, pośpieszył Bolesław naprzód z wybranym tylko rycerstwem, całe wojsko pozostawiając na miejscu i powziął plan nagłym napadem zająć gród Wyszogród, licząc na to, że grodzianie nie spodziewając się najścia, nie ubezpieczyli się na czas. Gdy zaś przybyto nad rzekę, która łącząc się z Wisłą oddzielała od nich ów gród, położony na jej drugim brzegu w kącie utworzonym przez obie rzeki, wtedy część zaczęła szybko jeden przez drugiego przepływać rzekę wpław, inni zaś z pośród Mazowszan przybywali Wisłą łodziami. W tych warunkach zdarzyło się na tej wojnie to, że przez nieznajomość położenia większą tu poniesiono stratę, niż następnie od ataków wroga w ciągu ośmiodniowego oblężenia. Po zebraniu się w końcu całego wojska około grodu i przygotowaniu już całego aparatu przeróżnych potrzebnych do zdobywania miasta przyrządów, grodzianie obawiając się uporczywej wytrwałości Bolesława przy obleganiu, poddali się, uzyskawszy pewne gwarancje i tak uniknęli rąk Bolesława i śmierci. Gród ów zajął Bolesław w ciągu 8 dni i przez następne 8 dni pozostawał w nim, by go umocnić odpowiednio i na stałe zatrzymać w swych rękach. Pozostawiwszy tamże załogę, ruszył w dalszy pochód i otoczył wojskiem drugi gród rozpoczynając oblężenie. Zdobył go zaś z większym trudem i z dłuższą stratą czasu, ponieważ i miejsce samo było tu obronniejsze i wojownicy, jak się przekonał Bolesław liczniejsi i dzielniejsi. Gdy więc Polacy przygotowywali przyrządy i machiny oblężnicze, Pomorzanie sporządzili podobnież przyrządy obronne. Polacy wyrównywali doły, znosząc ziemię i drzewo, by tem łatwiejszy po gładkim gruncie zyskać dla swych drewnianych wież dostęp do grodu, Pomorzanie w odpowiedzi na to przygotowują tłuszcze i smolne łuczywa, któremi powoli udało im się spalić owo nagromadzone drzewo. I tak trzy razy skrycie zszedłszy z murów, spalili grodzianie wszystkie przyrządy oblężnicze i po trzykroć je znowu wystawiali Polacy. Tak mianowicie blisko grodu stały drewniane wieże Bolesława, że grodzianie z wałów bronili się przed niemi orężem i ogniem. …. Wielu z Polaków ranili grodzianie strzałami i kamieniami, jeszcze więcej zaś grodzian zabijali codziennie Polacy. Byli bowiem poganie pewni śmierci, gdyby ich orężnie wzięto w niewolę i dlatego woleli broniąc się ginąć ze sławą niż tchórzliwie uchylając karku. Niekiedy jednak zamyślali zawrzeć układ z Bolesławem i gród poddać, lecz na razie prosząc o zawieszenie broni i oczekując pomocy, decyzję tę odkładali następnie. … Pomorzanie widząc niezłomne postanowienie Bolesława, zrozumieli, że nie ujdą inaczej jego rąk, jak przez poddanie grodu i w największe zwątpienie popadli, z tego powodu, że od władcy swego Świętopełka, żadnej już nie spodziewali się pomocy. Wobec tego powzięli postanowienie dla obu stron obecnie dość odpowiednie, że mianowicie po zaprzysiężeniu im gwarancji poddali gród, sami cało i nietknięci odchodząc ze wszystkiemi swojemi dokąd im się spodobało”

(Gall Anonim, Kronika Polska, red. Roman Grodecki, s. 171-172).

II. Co napisano o kampanii 1113 roku Bolesława III i jakie grody zostały wtedy zdobyte przez Polaków.

W celu ogólnego zobrazowania sytuacji, poniżej przedstawiam kilka zapisów źródłowych i opinii historyków w tejże sprawie, natomiast w dalszej części rozprawy dokonam ich krytycznej analizy.

Anonim zwany Gallem – chociaż powszechnie przyjmuje się, że był naocznym świadkiem rozgrywających się wydarzeń, to jak już wiemy nie zapisał w swojej Kronice nazwy grodu, który szturmowały wojska Bolesława III, bezpośrednio po zajęciu pobliskiego Wyszogrodu.

Rocznik Świętokrzyski Dawny – „Boleslaus tercius Nachel et alia castra obtinuit” (Monumenta Poloniae Historica, tom 2 s.774), co możemy przetłumaczyć jako : Bolesław III Nakło i inne obozy objął w posiadanie.

Jan Długosz – w sposób jednoznaczny wskazuje na Nakło „Następnie po umieszczeniu silnej załogi wojskowej w Wyszogrodzie udano się do innych miast, zamków i warowni i zaczęto zdobywać i oblegać gród Nakieł” (Jan Długosz, Roczniki czyli kroniki sławnego Królestwa Polskiego, tom 3, edycja komputerowa www.zrodla.historyczne.prv.pl s. 346). W dalszej części Długosz opisuje przebieg walk o gród, który jest nieomal wierną kopią przekazu Anonima zwanego Gallem.

Marian Biskup – prezentuje jeszcze inny pogląd „Bolesław Krzywousty, po zdobyciu Wyszogrodu, jak podaje kronika Galla Anonima, udał się na północ i zdobył następny gród pomorski (chodzi tu najprawdopodobniej o grodzisko w Strzelcach Dolnych)” (Marian Biskup, Koronowo zarys dziejów miasta, s. 19).

Andrzej Feliks Grabski – postawił kolejną hipotezę „Po ośmiodniowym pobycie w Wyszogrodzie, gdy już wojsko trochę odpoczęło, Krzywousty skierował się na północ. Idąc biegiem Wisły dotarł do jakiegoś grodu, najprawdopodobniej Świecia nad Wisłą. Był to bardzo silny gród, według Galla obronniejszy od poprzednio zdobytego”. (Andrzej Feliks Grabski, Polska sztuka wojenna w okresie wczesnofeudalnym, s. 175).

Mariusz Samp – podtrzymuje hipotezę A.F. Grabskiego „Wyszogród obsadzono piastowską załogą, a po kilku dniach odpoczynku Bolesław Krzywousty z resztą armii podążył na północ, wzdłuż Wisły. Po ponad trzydziestu kilometrach Polacy pojawili się pod świetnie ufortyfikowaną twierdzą – Świeciem” (Mariusz Samp, Bolesław Krzywousty piastowski bóg wojny, s. 193).

Czesław Potemski – w przeciwieństwie do wyżej wymienionych, nie wypowiada się już w tak stanowczy sposób, a jedynie w swoich rozważaniach nie wyklucza, że wzmianka Anonima Galla dotycząca zajęcia jakiegoś drugiego grodu po zdobyciu Wyszogrodu może odnosić się do leżącego dziś kilka kilometrów na zachód od Bydgoszczy, Pawłówka. (Słownik Starożytnosci Słowiańskich, tom 5, s. 445).

Błażej Śliwiński – uważa, że kolejnym zdobytym przez wojska Krzywoustego grodem po Wyszogrodzie była Bydgoszcz ”Literatura skłonna jest również przyjąć, że wiadomość o zdobyciu przez Krzywoustego w 1113 roku innego nie określonego z nazwy grodu dotyczy Bydgoszczy i jak się wydaje pogląd ten możliwy jest do zaakceptowania”. (Błażej Śliwiński, Pogranicze kujawsko-pomorskie w XII-XIII wieku, s. 115).

III. Relacje polsko-pomorskie w epoce wczesnopiastowskiej.

Ostatnie lata panowania Mieszka I, zbiegają się z końcowym ukształtowaniem terytorialnym państwa Polan, określonych w dokumencie Dagome iudex, jako Civitas Schinesghe.

Jeszcze przed swoją śmiercią w 992 roku, Mieszko I, wydzielił dla najstarszego syna Bolesława dzielnicę krakowską, a dla jego przyrodniego brata Świętopełka przeznaczył Pomorze.

Resztą ziem, do osiągnięcia pełnoletności przez najmłodszych synów Mieszka i Lamberta miała zarządzać jego druga żona Oda.

Powyższy układ polityczny nie przetrwał próby czasu. Jeszcze w tym samym roku, Bolesław, dzięki silnemu wsparciu jakie niewątpliwie musiał mieć w Gnieźnie, przeprowadził coś na kształt dzisiejszego zamachu stanu, zmuszając macochę wraz z przyrodnimi braćmi do opuszczenia kraju, po czym objął we władanie wszystkie ziemie swego ojca.

Jednakże w wyniku wojen z Niemcami, prawdopodobnie już około 1005 roku, utracił Pomorze, gdzie władzę przejęli niezależni od niego synowie jego przyrodniego brata Świętopełka, w osobach Dytryka i Siemnomysła.

Wg Tomasza Kruszewskiego, piastowscy władcy Pomorza od tego czasu byli w pełni suwerenni wobec ich krewniaków najpierw z Gniezna, a potem z Płocka i Krakowa.

Pierwszym władcą Pomorza miał być starszy syn Świętopełka Dytryk. Na dowód tej hipotezy, Tomasz Kruszewski powołuje się na zapiski z Rocznika Magdeburskiego, który napisał, że cesarz Konrad II w 1032 roku podzielił państwo polskie na dwie części, z których jedna przypadła Mieszkowi II, a druga jego bratankowi imieniem Teodoryk (eius patrueli cuidam Thiedrico). Ponieważ powyższa wzmianka jest jedyną informacją jaką posiadamy o Dytryku, można przyjąć, iż niedługo po tym fakcie musiał bezpotomnie umrzeć, skoro wkrótce władzę na Pomorzu, objął jego młodszy brat Siemnomysł. O jego niezależnej pozycji, względem księcia polskiego, świadczy zapisek w Roczniku Altajskim z dnia 24 czerwca 1046 roku. Wynika z niego, iż król Niemiec Henryk III, zaprosił na zjazd do Merserburga władcę Czech Brzetysława I, księcia polskiego Kazimierza Odnowiciela oraz Siemnomysła jako władającego Pomorzem. Celem spotkania miało być omówienie i rozwiązanie nagromadzonych zatargów między nimi. Sam fakt zaproszenia na taki zjazd Siemnomysła dobitnie wskazuje, że w oczach dworu niemieckiego jego prestiż i status musiał być taki sam, jakim cieszyli się Brzetysław i Kazimierz Odnowiciel. (Tomasz Kruszewski, Władza książęca na Pomorzu do Warcisława I, s. 41-65).

Postępek Bolesława z 992 roku spowodował, iż odtąd przez ponad sto lat, linia Piastów gnieźnieńskich, a następnie płockich i krakowskich, będzie pozostawała w niemal permanentnym konflikcie z linią Piastów pomorskich, tocząc ze sobą liczne wojny powodujące nieustanne przesuwanie się granic, przez co nawet dzisiaj, nadal nie jest możliwe precyzyjne określenie linii granicznej, oddzielającej Polskę od Pomorza w okresie wczesnopiastowskim.

W dużym uproszczeniu możemy jedynie stwierdzić, że ówczesna granica przebiegała na dolnym odcinku Warty, a następnie wzdłuż Noteci i poprzez wały kujawskie (znajdujące się na południowy zachód od Bydgoszczy) i końcowy bieg Brdy, docierała do Wisły. Granica ta nie dość, że nigdy nie była ściśle wyznaczona, to jeszcze nieustannie się zmieniała, powodując ciągłą fluktuację przynależności państwowej, całych przygranicznych obszarów.

Jak zauważył Sebastian Kalinowski, w tym okresie zamiast granic linearnych w dzisiejszym rozumieniu, funkcjonowały raczej strefy pograniczne, bardzo niestabilne pod względem politycznego podporządkowania. Na omawianym obszarze, a więc na północnych rubieżach Wielkopolski, w drugiej połowie X wieku i pierwszej połowie XI wieku, w celu obrony przed najazdami zarówno ze strony Pomorzan jak i Polaków, wykształcił się swoisty system defensywny, nawiązujący do karolińskich limesów, którego głównymi punktami oporu miały być ośrodki grodowe w Santoku, Drezdenku, Czarnkowie, Ujściu i Nakle. Z kolei na wschód od Nakła rozlokowane zostały grodziska w Pawłówku, Bydgoszczy i Wyszogrodzie, uzupełnione specjalną podwójną linią umocnień pomiędzy Pawłówkiem a Bydgoszczą, tzw. wałami kujawskimi. (Sebastian Kalinowski, Pogranicze kujawsko-pomorskie we wczesnym średniowieczu, s. 111-127).

Chociaż za inicjatorów budowy wyżej wymienionych grodów nadnoteckich, powszechnie przyjmuje się Piastów polskich, to jednak od czasów Bolesława Śmiałego, ośrodki te stopniowo były opanowywane przez Pomorzan, a próby ponownego przywrócenia polskiej zwierzchności nad Pomorzem podejmowane przez Władysława Hermana nie przyniosły oczekiwanych rezultatów.

Tym samym na początku XII wieku Pomorze nie dość, iż posiadało pełną niezależność wobec Polski, to jeszcze fakt trzymania w swoich rękach grodów nadgranicznych wraz mającymi duże znaczenie militarne przeprawami rzecznymi, musiał czynić ich nader niebezpiecznym sąsiadem.

Wszystko to zaczęło się zmieniać wraz z pojawieniem się na scenie politycznej księcia Bolesława III Krzywoustego.

IV. Wojsko polskie i pomorskie w początkach XII wieku.

Zanim przejdziemy do omówienia tego co działo się w stosunkach polsko-pomorskich, w latach 1102-1113, przyjrzyjmy się przez chwilę siłom zbrojnym jakimi dysponowały obie strony konfliktu, gdyż to od wyniku działań militarnych, prowadzonych na pomorskim teatrze wojennym, będą zależały dalsze losy tej dzielnicy.

Najbardziej dogłębnie temat ten został przedstawiony przez Andrzeja Feliksa Grabskiego, w książce Polska sztuka wojenna w okresie wczesnofeudalnym, wydanej w roku 1959.

Zapewne tylko brak materiałów źródłowych w tym przypadku sprawił, iż pomimo upływu lat, nauka nie poczyniła na tym polu zbyt wielu postępów i późniejsze publikacje, zarówno Karola Olejnika, Głogów 1109 z 1999 roku, jak i Mariusza Sampa, Nakło 1109, z 2025 roku, poza tym, iż są nowsze i łatwiej dostępne, to wnoszą niewiele nowego.

Wprawdzie z lektury Kroniki Anonima zwanego Gallem, otrzymamy całkiem sporo wiadomości na temat sposobu prowadzenia działań bojowych i to zarówno ze strony polskiej, jak i pomorskiej, ale nie uzyskamy już informacji, w kwestii liczebności obu armii, ponieważ podanych przez Anonima w księdze pierwszej swojej Kroniki stanów osobowych garnizonów w grodach polskich, w czasach panowania Bolesława Chrobrego, w żadnym wypadku nie można przenieść na grunt omawianych wydarzeń. Musimy pamiętać, że w międzyczasie, Polska utraciła nie tylko Pomorze, ale także część ziem na wschodzie i Śląsku, a w latach 30-tych XI wieku przeżyła coś na kształt powstania antypiastowskiego, a następnie najazd i roczną okupację czeską. Konsekwencją powyższych wydarzeń były olbrzymie straty demograficzne wśród ludności Polski, które nie zostały jeszcze uzupełnione.

Zdaniem Karola Olejnika, wojska Bolesława Krzywoustego, w zależności od postawionych im zadań strategicznych teoretycznie mogły liczyć od kilku do kilkunastu tysięcy ludzi, chociaż uważa on, że jest mało prawdopodobne aby nawet w wypadku skrajnego wysiłku mobilizacyjnego udało się księciu wystawić kilkunastotysięczną armię.

Podobnie jak w innych armiach feudalnych, w Polsce istniał podział na jazdę i piechotę. Jazda dzieliła się na ciężką i lekką, a piechota na łuczników i tarczowników.

Ciężkozbrojny jeździec zwany pancernym, miał na wyposażeniu służącą zarówno do miotania jak i do walki dwu metrową włócznię lub służący już tylko do walki oszczep. Jedno metrowy miecz, topór i łuk o donośności do dwustu metrów. Jako uzbrojenie ochronne posiadał kolczugę zwaną też pancerzem, hełm i tarczę.

Lekkozbrojni dysponowali podobną bronią zaczepną, ale nie posiadali pancerza.

W przypadku piechurów, to tarczownicy uzbrojeni byli w tarczę, włócznię, miecz i topór, a łucznicy oczywiście w łuk i czasami tarczę i włócznię.

Armia Bolesława Krzywoustego w szerokim zakresie posługiwała się ciężkim sprzętem oblężniczym. Jeżeli przewidywano takie działania, to na wyprawę zabierano także oddziały złożone z wyspecjalizowanych rzemieślników. Byli ono wykorzystywani do budowy machin oblężniczych, przepraw przez rzeki, oczyszczania i naprawy dróg oraz innych tego rodzaju prac. Z naborem ludzi do służb pomocniczych nie było w zasadzie kłopotów, bowiem umiejętności kowalskie czy ciesielskie były powszechne wśród ludności wiejskiej.

W owym czasie nie występował jednolity podział na jednostki, ze ściśle przypisaną im liczbą wojowników. Źródła na określenie jednostek organizacyjnych wojska używały takich terminów łacińskich jak acsiec (mniejszy oddział ok. 100 – 300 wojów), cohors i legio (większy oddział ok. 1000 wojów). W Kronice Galla znajdujemy wzmianki z których wynika, że na początku XII stulecia był już stosowany terytorialny podział sił zbrojnych.

Każda wyprawa zbrojna rozpoczynała się od powiadomienia osiadłego rycerstwa, a w razie potrzeby także pospolitego ruszenia. Mobilizację wojska zarządzał książę, ale także mógł to uczynić upoważniony przez niego zarządca prowincji lub comes palatinus. Miejscem zbiórki był zazwyczaj wyznaczony do tego celu gród, przeważnie jeden z potężniejszych w dzielnicy. Na miejscu dokonywano przeglądu zgromadzonych oddziałów, usuwano braki, dopasowywano sprzęt do charakteru przyszłych działań. Książę wiedząc już jakimi dysponuje siłami, a także znając zamiary przeciwnika, podejmował ostateczne decyzje taktyczne i strategiczne. Wspierała go w tym zwoływana przez niego rada wojenna, która składała się z doświadczonych wojowników.

Przemarsz wojsk z rejonu zbiórki do obszaru działań wojennych odbywał się w szyku zorganizowanym. Wydzielone oddziały penetrowały trasę przemarszu. Działania wojsk polskich cechowały się elastycznością i brakiem schematycznych rozwiązań. Inaczej maszerowano powracając z wyprawy, inaczej gdy bez wozów dokonywano przemarszów na znacznych odległościach. Przeważnie marsz odbywał się wzdłuż uczęszczanych szlaków, zdarzały się jednak i takie sytuacje, kiedy to w celu zaskoczenia nieprzyjaciela, wybierano tereny mało uczęszczane, pokonując przy tym znaczne przeszkody terenowe. Podczas postojów zakładano obozy warowne, a gdy sytuacja wymagała dłuższego postoju, sypano ziemne okopy.

W przypadku walnej bitwy, stosowano różnego rodzaju zabiegi taktyczne, mające uprawdopodobnić sukces. (Karol Olejnik, Głogów 1109, s. 33-73).

Uzupełnieniem tego opisu niech będzie słuszne spostrzeżenie Mariusza Sampa, dostrzegającego pojawienie się w polskiej wojskowości nowej jednostki o nazwie acies curialis. W skład tej niewielkiej liczebnie jednostki mieli wchodzić młodzi rycerze wywodzący się z rodzin możnowładczych, a jego główne zadanie polegało na zapewnieniu księciu bezpieczeństwa osobistego. (Mariusz Samp, Nakło 1109, s. 44-45).

Niewiele wiadomo o organizacji wojsk pomorskich we wczesnym średniowieczu. Dotychczas nie ukazała się ani jedna monografia poświęcona temu tematowi, którego główną przyczynę należy upatrywać w braku źródeł.

Mariusz Samp uważa, że we wczesnym średniowieczu wojska Pomorzan walczyły w równym stopniu zarówno na morzu i na lądzie.

Na tym drugim teatrze wojennym zdecydowanie dominowała piechota, głównie dlatego iż obszar Pomorza w X-XII wieku był silnie zalesiony. Do tego dochodziły liczne rozlewiska, bagna, mokradła i jeziora, co znacznie utrudniało poruszanie się jazdy, przez co Pomorzanie używali konnicy tylko do przemieszczania się, a podczas bitew, celowo zsiadali z koni.

Walcząc z nieprzyjacielską jazdą, Pomorzanie chętnie używali szyku dookolnego, które tworzyły zwarte grupy wojowników, najeżone włóczniami. Rozbicie tak ustawionej armii, było niezwykle trudne dla wojsk, przyzwyczajonych do innego sposobu wojowania.

We wczesnym średniowieczu na terenie Pomorza funkcjonowały drużyny, a więc grupy ludzi skupionych wokół naczelników plemiennych, grodowych, miast oraz możnych. Drużyny te były wyposażane i dozbrajane przez swoich panów, którzy rzecz jasna wymagali od podkomendnych bezwzględnego posłuszeństwa. Na Pomorzu w XII wieku obowiązywało powszechne pospolite ruszenie, co oznaczało, że każdy wolny mężczyzna był zobligowany do pełnienia służby wojskowej.

Piechurzy uzbrojeni byli w 2 m włócznie, toporki, siekiery i tarcze. Znacznie rzadziej posługiwali się mieczami, które musieli importować z dalekich krajów”. (Mariusz Samp, Nakło 1109, s. 35-42).

V. Zanim Bolesław Krzywousty zdobył Bydgoszcz.

W roku 1102 umarł Władysław Herman, pozostawiając po sobie dwóch synów, Zbigniewa i Bolesława.

Zbigniew, starszy od Bolesława o około 15 lat, objął w posiadanie Mazowsze, Kujawy, Ziemię łęczycko-sieradzką i Wielkopolskę. Liczący zaledwie 16 lat Bolesław przejął ziemię sandomierską, krakowską i Śląsk.

Niewiele możemy powiedzieć o programie politycznym Bolesława, w pierwszych latach sprawowania przez niego samodzielnych rządów. Nawet nie mamy pewności czy w ogóle książę miał jakikolwiek pomysł na to jak sprawować te rządy.

Wiemy za to, że od samego początku bracia toczyli między sobą mniej lub bardziej otwartą wojnę i nieustannie spiskowali przeciwko sobie. Jednak, który z nich był stroną atakującą i czy przypadkiem nie było tak, że obydwoje byli takimi samymi agresorami, tego już nie możemy być pewni.

Czy Bolesław od początku swoich rządów dążył do zjednoczenia państwa?

Osobiście w to wątpię. W pierwszych latach cała jego energia była raczej skupiona na tym jak nie zostać pokonanym przez Zbigniewa i utrzymać się w swojej dzielnicy.

Jedną z kwestii, która dzieliła braci, była sprawa Pomorza.

Zbigniew z uwagi na to, iż jego ziemie, graniczyły z Pomorzem i były bezpośrednio narażone na niszczycielskie najazdy z ich strony, był zainteresowany utrzymaniem pokojowych stosunków. Całkowicie odmiennego zdania był młodszy z braci, który jeszcze w 1102 roku przeprowadził pierwszą samodzielną w swoim życiu wyprawę na ziemie pomorskie.

Z biegiem czasu, napięcia między braćmi stale narastały, aż w 1106 roku doszło do otwartej wojny domowej, w której Bolesław wsparty posiłkami z Rusi i Węgier, zmusił Zbigniewa do oddania mu Wielkopolski i Kujaw oraz uznania jego zwierzchnictwa, w zamian nadając mu jako lenno Mazowsze.

W niecałe dwa lata później, Zbigniew musiał uciekać z Mazowsza, w wyniku nieudanego buntu jaki wywołał przeciwko młodszemu bratu.

Wprawdzie w 1111 roku Bolesław zezwolił mu na powrót na Mazowsze, ale rychło po tym wydarzeniu rozkazał oślepić Zbigniewa i ostatecznie już przejął wszystkie jego ziemie pod swoje władanie.

Pierwsze dwie wyprawy Bolesława na Pomorze, nie miały moim zdaniem na celu podporządkowania sobie tej dzielnicy. W związku z rozpoczynającym się konfliktem ze Zbigniewem, Bolesław dążył jedynie do osłabienia pozycji swego brata, który początkowo dysponował większą siłą militarną i doświadczeniem politycznym.

Wyprawy z lat 1102 i 1103, miały za zadanie wpłynąć jedynie na osłabienie możliwości bojowych sojuszników Zbigniewa, jakimi byli niewątpliwie Pomorzanie, a przy okazji zdobycie na nich łupów.

W roku 1102, wojska książęce skoncentrowały się w okolicach Poznania, skąd wyprowadzono rajd kawaleryjski na Białogard.

Mieszkańcy grodu byli kompletnie zaskoczeni pojawieniem się Polaków i nieprzygotowani do walki, toteż gród z łatwością zdobyto, ograbiono ze wszystkiego co przedstawiało jakąkolwiek wartość i spalono.

W roku następnym, tym razem z Głogowa, uderzono na Kołobrzeg. Samo miasto wprawdzie się obroniło, ale wojskom księcia udało się zająć podgrodzie, które wzorem Białogrodu, splądrowano i spalono.

Książęcy plan działania w obu wyprawach był, można powiedzieć identyczny.

Bolesław, wyruszał na wyprawy bez piechoty, jedynie z jazdą rycerską.

Te niewielkie siły kawaleryjskie, zapewniały szybkie i zarazem niespodziewane podejście pod oba grody, które były z marszu atakowane przez spieszone rycerstwo.

W przypadku Kołobrzegu, akcja się nie powiodła, więc książę szybko nakazał odwrót. Nie dość, iż nie miał piechoty i machin niezbędnych do szturmowania grodu, to nawet wobec szczupłości własnych wojsk, zapewne nie chciał ryzykować walki w otwartym polu z Pomorzanami, którzy niewątpliwie rychło pojawiliby się z odsieczą.

W roku 1105, Polska przeprowadziła kolejne dwie wyprawy na Pomorze, tym razem prowadzone nie przez księcia, ale jego wychowawcę i doradcę, Skarbimira.

Wzorem ubiegłych lat palatyn, zdobył i zniszczył jakieś dwa grody, jak również przyprowadził licznych jeńców i znaczne łupy.

Niewielka liczebność wojsk własnych w wymienionych najazdach, ich skład, sposób prowadzenia działań bojowych, a nawet fakt nieobecności księcia w czasie walk w 1105 roku dobitnie świadczą, że zamiarem Bolesława nie było na razie dokonywanie trwałego podboju Pomorza.

Plany te uległy diametralnej zmianie, po 1106 roku, w chwili wyeliminowania zagrożenia ze strony Zbigniewa.

Przeprowadzona przez księcia Bolesława kampania zimowa na Pomorzu, na przełomie roku 1107/1108, w zasadniczy sposób różniła się od tych z lat poprzednich.

Zamiast szaleńczego wielokilometrowego rajdu kawaleryjskiego, zakończonego próbą zdobycia grodu jedynie przez zaskoczenie, widzimy spokojne podejście wojsk pod wybrane miejsce i rozpoczęcie przy udziale piechoty i machin wojennych, metodycznego oblężenia.

Zamiast spalenia i zrównania zdobytego miasta z ziemią, widzimy naprawę fortyfikacji i zainstalowanie własnej załogi.

Zamiast zarządzenia natychmiastowego odwrotu po wykonaniu zadania, widzimy wojska książęce operujące na Pomorzu przez pięć tygodni, zajmujące kolejne miejscowości.

Zamiast uprowadzania miejscowej ludności w niewolę, widzimy ją składającą hołdy wierności swojemu nowemu suzerenowi Bolesławowi.

To właśnie wtedy w ręce polskie ponownie wpadł, odbudowany po zniszczeniach z 1102 roku Białogard, niezdobyty w 1103 roku Kołobrzeg, a także wiele innych miejscowości (wg Kroniki Wielkopolskiej : Kamień, Wolin, Koszalin).

Kilka miesięcy później, Bolesław obległ i zdobył Czarnków nad Notecią, gdzie ponownie dał się pokazać jako nowy dobry władca.

Wprawdzie miejscową ludność zmusił do ochrzczenia, ale zarazem nie zezwolił na uprowadzenie jej w niewolę ani zagrabienie jej majątków. Zarząd nad grodem, wraz z okolicznymi ziemiami powierzył lokalnemu możnowładcy, którego zresztą został ojcem chrzestnym, Gniewomirowi.

Niestety, ugodowa polityka Bolesława wobec Pomorzan szybko legła w gruzach.

Po zaledwie kilku miesiącach Gniewomir, zbuntował się przeciwko swojemu nowemu panu, zajmując na dodatek ważny strategicznie gród w Ujściu.

Najprawdopodobniej w tym samym czasie musiało dojść do buntu na wcześniej zdobytych terenach pomorskich i utraty tych ziem przez Bolesława, skoro za niecałe dziesięć lat przyjdzie mu je jeszcze raz zdobywać.

Na początku 1109 roku, wojska polskie ponownie pojawią się na Pomorzu, a wtedy książę swoim zachowaniem w niczym już nie będzie przypominał łagodnego władcy, jakim widziano go rok wcześniej, czego wyrazem niech będzie rozkaz wymordowania całej załogi Wlenia wraz z jej mieszkańcami, pomimo uzyskania przez nich książęcej gwarancji zachowania życia, w przypadku dobrowolnej kapitulacji grodu.

Tego samego roku w sierpniu ruszyła na Polskę, wyprawa niemiecka pod wodzą króla Henryka V.

Zanim wojna się rozpoczęła, Bolesław Krzywousty obległ Nakło, a w dniu 10 sierpnia 1109 roku pokonał w bitwie spieszące mu na odsiecz wojsko pomorskie.

Efektem tego zwycięstwa była kapitulacja Nakła wraz sześcioma kolejnymi grodami, których nazw Kronika Anonima nie wymienia (przypuszcza się, że może to być Piła, Wyrzysk, Wysoka, Łobżenica, Krajna i Złotów – MD) i wyeliminowanie groźby uderzenia od północy przez Pomorzan na tyły wojsk książęcych, gdy one będą zajęte walką na zachodzie z Niemcami.

Zdobyte ziemie, w formie lenna przekazał Bolesław, swemu dalekiemu krewniakowi Świętopełkowi, do której to postaci jeszcze wrócimy w dalszej części.

Zaraz po odparciu ataku niemieckiego, Bolesław Krzywousty, ponownie wrócił na Pomorze, gdzie zdobył i spalił jakieś niewymienione z nazwy trzy grody.

Nie wiemy, czy ta wyprawa była już pokłosiem zdrady Świętopełka, czy może kontynuacją podboju Pomorza, przerwaną jedynie na czas zmagań z Henrykiem V.

Faktem jest, że Świętopełk okazał się wiarołomnym poddanym, z którym książę będzie zmuszony w najbliższych latach toczyć ciężkie walki.

Ich kulminacją będą kampanie z 1112 i 1113 roku.

VI. Bolesław Krzywousty w Bydgoszczy

Odparcie najazdu niemieckiego z 1109 roku nie doprowadziło do odprężenia w polskiej polityce zagranicznej (nadal trwał konflikt z Niemcami i Czechami, z którymi toczono w 1110 roku wojnę), jak i wewnętrznej (Zbigniew krążył po zagranicznych dworach, zabiegając o interwencję w swojej sprawie, a w Polsce mógł liczyć na grono zwolenników, którzy z arcybiskupem Marcinem na czele stanowili swego rodzaju opozycję wobec rządów książęcych).

Nic zatem dziwnego, że w kwestii pomorskiej, książę nie przejawiał w tym czasie większej aktywności.

Dopiero, gdy w roku 1111 Bolesław zawarł ugodę z Henrykiem V (w zamian za wydzielenie dzielnicy dla popieranego przez Bolesława, Sobiesława czeskiego, zgoda na powrót na Mazowsze Zbigniewa), mógł spokojnie powrócić do planów podbicia Pomorza.

Swoje dzieło był zmuszony zaczynać praktycznie od początku.

Świętopełk, prowadził już wtedy własną, niezależną od dworu krakowskiego politykę. O jego samodzielności niech świadczy to, iż zamykał przed wojami Bolesława bramy grodów, odmawiając im prawa wchodzenia do miejscowości, które otrzymał z książęcego nadania.

Jak już wyżej wspomniałem, tereny zajęte przez Bolesława w czasie kampanii 1107/1108, również w tamtym okresie nie uznawały polskiego zwierzchnictwa.

Kampania 1112 roku miała na celu nie tylko zajęcie Nakła, ale i całkowite rozprawienie się ze Świętopełkiem. Jej przebieg opisany został przez Anonima, w ostatnim, 26 rozdziale księgi III Kroniki.

Nakło, bezskutecznie oblegano od 29 września do 25 grudnia, a więc jak na owe czasy dosyć długo, przeprowadzając wiele szturmów ( w trakcie jednego z nich książę został zraniony strzałą) przy wykorzystaniu ciężkiego sprzętu oblężniczego.

Główną przyczynę klęski Polaków, kronikarz upatrywał w trudnych warunkach terenowych, a przede wszystkim w wilgotnej nawierzchni, mnogości wody i bagien, uniemożliwiających skuteczne wykorzystanie machin wojennych.

Nieuniknione duże straty własne (zarówno osobowe jak i materiałowe), jakie armia Krzywoustego musiała ponieść w trakcie walk o Nakło, a przy tym brak łupów, trofeów, nagród, czy też nadań ziemskich spowodował, że wojsko książęce wracało do domu w kiepskich nastrojach.

Jakby tego było mało, arcybiskup Marcin nałożył w tym czasie na Bolesława klątwę, w związku z jego poleceniem oślepienia Zbigniewa, co otwierało drogę do legalnego wypowiedzenia mu posłuszeństwa przez poddanych.

Chyba nigdy od 1102 roku tron księcia Bolesława, nie był tak zagrożony jak w tamtym czasie.

Książę zdawał sobie sprawę z niebezpieczeństwa w jakim się znalazł, dlatego do kampanii 1113 roku, Bolesław przygotowywał się jeszcze staranniej niż rok wcześniej. Po prostu nie wolno mu było już jej przegrać.

W pierwszej kolejności podjął starania o zdjęcie klątwy (publiczna pokuta, pielgrzymka, uzyskane przebaczenie od brata), które dość szybko pomyślnie zakończył.

Następnym krokiem było przygotowanie kampanii 1113 roku, której pozytywne zakończenie było koniecznością, mogącą przesądzić o utrzymaniu się lub utracie książęcego tronu.

Mobilizacja armii Bolesława oraz przygotowanie od strony logistycznej były na co najmniej takim samym poziomie jak rok wcześniej.

Jednak pierwotny kierunek uderzenia był już inny i niewątpliwie stanowił zaskoczenie dla Świętopełka.

Bolesław wyciągnął wnioski z poprzednich dwóch oblężeń Nakła. W żadnym z nich nie udało mu się zdobyć grodu. W roku 1109 Nakło nie zostało zdobyte, a jedynie skapitulowało w wyniku klęski, jaką na oczach mieszkańców grodu, doznały w bitwie wojska pomorskie, spieszące na odsiecz.

W roku 1112, armia polska była pod Nakłem bezsilna. Trudne warunki terenowe uniemożliwiły użycie sprzętu oblężniczego, a załoga była liczna, doskonale zaopatrzona i wyposażona w środki walki.

Książę słusznie zauważył, że gdyby ponownie wyprawił się pod Nakło, spotkałby się z tymi samymi problemami, których nie był w stanie rozwiązać w roku poprzednim. Świętopełk musiał być pewien kolejnego uderzenia ze strony Bolesława, gdyż konsekwentnie nie wypełniał punktów ugody, jaką zawarł z polskim księciem i to pomimo oddania na dwór krakowski w charakterze zakładnika swojego syna. Niewątpliwie przygotowywał się do kolejnego oblężenia i spokojnie czekał na pojawienie się wojsk książęcych.

Bolesław nie mógł sobie pozwolić na następną porażkę, pilnie potrzebował sukcesu, a kolejne oblężenie Nakła nie dawało takiej gwarancji, dlatego uderzył na ziemie którymi władał Świętopełk, ale nie tam gdzie on się tego spodziewał.

Trafnie założył, że Świętopełk skupiał się tylko na obronie Nakła, gromadząc w nim znaczne siły i środki, zaniedbując jednocześnie pozostałe grody, takie jak Pawłówek, Bydgoszcz czy Wyszogród, które będąc grodami pogranicznymi, pełniły przy okazji ważne funkcje polityczne, administracyjne i militarne o czym wymownie świadczą ich potężne fortyfikacje i lokalizacja w miejscach o naturalnych walorach obronnych. (Sebastian Kalinowski, op. cit., s. 112).

Właśnie na te grody, ku zaskoczeniu Świętopełka ruszyła ofensywa wojsk książęcych w pierwszych tygodniach kampanii 1113 roku.

Koncentracja sił Bolesława została przeprowadzona na Kujawach lub Pałukach, niektórzy sugerują, że w okolicach Kruszwicy.

W pierwszej fazie walk, armia polska została podzielona na trzy niezależne od siebie zgrupowania.

Pierwsze, pod osobistym dowództwem księcia, składało się jedynie z niewielkiego oddziału jazdy rycerskiej, które wzorem pierwszych wypraw Bolesława na ziemie pomorskie, szybkim marszem dotarło w pobliże Bydgoszczy, po czym omijając gród od południa, stanęło w okolicach dzisiejszego Brdyujścia, naprzeciwko Wyszogrodu.

Drugie zgrupowanie utworzyły wojska mazowieckie, które prawdopodobnie pod wodzą komesa Magnusa, do Wyszogrodu zmierzały bezpośrednio ze swojej dzielnicy, płynąc na łodziach Wisłą.

Trzecie zgrupowanie, na czele którego stał najprawdopodobniej Skarbimir, stanowiły pozostałe (być może najliczniejsze) wojska, stanowiąc osłonę zgrupowania książęcego i mazowieckiego.

Ponieważ Wyszogród był położony na lewym brzegu Brdy, a wojska książęce znajdowały się na prawym brzegu, Bolesław musiał najpierw przeprawić się przez rzekę, a dopiero później mógł atakować gród.

Przeprawa choć pomyślnie wykonana, to jednak jak zaznacza kronikarz spowodowała większe straty w wojsku książęcym, niż samo późniejsze oblężenie, do którego zaskoczona załoga grodu zupełnie nie była przygotowana.

Wyszogród skapitulował praktycznie bez walki po ośmiodniowym oblężeniu, w trakcie którego nie przeprowadzono nawet szturmu, a jedynie czyniono przygotowania do niego, budując machiny wojenne.

W chwili wejścia do grodu Bolesław mógł już mówić o osiągnięciu sukcesu militarnego. Zaskoczony manewrem książęcym nieprzyjaciel, poddał niezmiernie ważny strategicznie gród, stanowiący swego rodzaju bramę wschodnią do „księstwa Świętopełka”, a w dalszej przyszłości miejsce, z którego będzie można wyruszyć na północ na podbój kolejnych ziem pomorskich, leżących nad Wisłą.

W Wyszogrodzie, książę przebywał przez osiem dni. Czas ten był mu potrzebny na naprawę fortyfikacji grodu i oczekiwanie na przybycie sił głównych, tj. trzeciej części zgrupowania o którym wyżej wspomniałem.

Następnie wojska książęce ruszyły na zachód, w celu przejmowania kolejno napotykanych grodów, z których pierwszym, moim zdaniem była Bydgoszcz, zdobyta po długich i niezwykle krwawych walkach.

VII. Skąd wiemy, że Anonim zwany Gallem pisał o Bydgoszczy.

Przebieg walk o Bydgoszcz, jak i cały opis kampanii 1113 roku, zawarty w Kronice Anonima, znajdzie czytelnik na początku mojej rozprawy.

Jest to wyciąg z tłumaczenia Romana Grodeckiego, dostępny w internecie. Poza tą wersją tłumaczenia, korzystałem jeszcze z tłumaczeń Zygmunta Komarnickiego i Tadeusza Grudzińskiego.

W wyniku przeprowadzonej analizy tekstu doszedłem do następujących wniosków:

1. Oblężenie trwało dłużej niż osiem dni, „ów gród Bolesław zdobył z większym trudem i dłuższą zwłoką”.

2. Załoga grodu była liczniejsza od tej z Wyszogrodu, a on sam lepiej ufortyfikowany „znalazł tam liczniejszych i dzielniejszych wojowników,położenie bardziej obronne.”

3. Szturmy prowadzono przy użyciu machin wojennych, „gdy więc Polacy przygotowywali przyrządy i machiny do zdobywania” „przystępują do grodu z drewnianymi wieżami”.

4. W walkach wykorzystywano ogień, „grodzianie nie dopuszczali ich hakami, orężem i ogniem” „jeżeli Polacy kiedykolwiek atakowali gród orężem i ogniem”.

5. Obrońcy grodu byli poddanymi Świętopełka, „nie oczekiwali żadnej pomocy od swojego władcy Świętopełka”.

6. Po kapitulacji, mieszkańcy odeszli z grodu, „nietknięci, ze wszystkimi swoimi rzeczami, odejdą dokąd im się spodobało i poddali gród” .

Mając na uwadze powyżej przytoczone punkty, postaram się teraz zaprezentować argumenty przemawiające według mnie za hipotezą, że tym bezimiennym grodem w Kronice Anonima jest Bydgoszcz.

Dlaczego uważam, że to Bydgoszcz.

Gród bydgoski pierwotnie położony w okolicach dzisiejszych ulic Plac Kościeleckich, Bernardyńskiej, Grodzkiej i Przy Zamczysku, zlokalizowany był na wyspie, otoczonej przez dwa ramiona Brdy.

W latach 1992-1997 i 2007-2008 na tych terenach przeprowadzone zostały liczne prace archeologiczne, w oparciu o które dokonano rekonstrukcji wyglądu grodu. Wykonano także analizy dendrochronologiczne wydobytych drewnianych elementów wału obronnego grodziska. Wyniki tych badań pozwoliły na obliczenie czasu ścięcia drzew użytych do wzniesienia zasadniczej partii wału na koniec lat 30-tych XI wieku, który to czas przyjmuje się obecnie za początek Bydgoszczy.

Początkowo długość wałów wynosiła ok 120 metrów na linii wschód-zachód i 70-80 metrów na linii północ-południe, a cała powierzchnia grodziska to ok 8500 mkw.

Gród składał się z dwóch części tj. silnie obwarowanej dookolnym wałem cytadeli położonej na wyższej zachodniej części wyspy oraz obwarowanego tylko od północy podgrodzia. Prawdopodobnie obie części rozdzielała fosa. Wysokość wału liczyła do 10 metrów.

Na wschód od grodziska zlokalizowana była osada otwarta, na której znajdował się kościół pw św Idziego (początkowo jedynie drewniany).

Pomiędzy końcem lat 40 tych, a połową lat 60 tych XI wieku dokonano rozbudowy lub naprawy wału, wydłużając go o 20 metrów.

Ok.1100 roku miały miejsce kolejne naprawy fortyfikacji oraz budowa drewnianej platformy związanej z lokalizacją przeprawy rzecznej lub przyczółku mostowego.

O ostatecznym opuszczeniu grodu przez mieszkańców zadecydowało jego spalenie. (Wojciech Chudziak, Jacek Bojarski, Wczesnośredniowieczne grodziska w Polsce, tom 1 Powiat bydgoski, s. 63-107).

Przytoczony powyżej opis grodu położonego na wyspie, oblewanej przez wody Brdy i otoczonego wysokim, 10-metrowym wałem wyraźnie wskazuje na jego militarny charakter, przy czym wyjątkowego znaczenia dopełnia fakt istnienia w tym miejscu jakże ważnej z wojskowego punktu widzenia, przeprawy rzecznej.

Bydgoszcz położona była na południowym, prawym brzegu Brdy, a Wyszogród pod który zmierzały wojska książęce był na jej północnym, czyli lewym brzegu.

Ponieważ wojska książęce przybywały z kierunku południowego, to chcąc zaatakować Wyszogród musiały najpierw przeprawić się na lewy brzeg rzeki.

W tym miejscu nasuwa się pytanie, dlaczego książę Bolesław swoje wojska przeprawiał wpław przez Brdę dopiero pod Wyszogrodem, skoro w Bydgoszczy istniał przyczółek mostowy.

Powszechnie wiadomym jest, od czasów starożytnych po dzień dzisiejszy, iż przeprawa wojska przez rzekę w bezpośrednim obliczu wroga stanowi jeden z najniebezpieczniejszych manewrów wojskowych. Ryzyko poniesienia porażki jest wtedy bardzo wysokie.

Odpowiedź na to pytanie jest łatwa do przewidzenia.

Bolesław nie mógł skorzystać z przeprawy w Bydgoszczy, gdyż w tym czasie gród był ciągle w rękach Pomorzan.

To nie wszystko. Bydgoszcz musiała być silniej umocniona niż Wyszogród i książę uznał, że atak z zaskoczenia nie rokuje szans na sukces, dlatego wybrał jego zdaniem mniej ryzykowny manewr przeprawy pod samym Wyszogrodem.

Kolejnym faktem, którego nie wolno nam pominąć jest to, iż przeprowadzone badania archeologiczne dowiodły, że gród uległ spaleniu.

Z treści Kroniki wiemy, że jego mieszkańcy w wyniku umowy z Bolesławem, wraz z dobytkiem wyszli z grodu.

Czy wtedy książę wydał rozkaz jego spalenia? Mogło tak być. Kronikarz wprawdzie nic na ten temat nie napisał, ale wiemy, że we wcześniejszych latach Bolesław często tak postępował.

Ponadto o czym już wspomina Anonim, walki o gród toczono również przy użyciu ognia, powodując niejako przy okazji pożary i zniszczenia, które już samo w sobie mogły być przyczyną upadku grodu bydgoskiego, o którym przez najbliższe sto lat źródła będą milczeć.

Oczywiście nie można wykluczyć, iż Bydgoszcz mogła zostać spalona już w czasie wcześniejszych walk na Pomorzu. Jednak w takim wypadku bezpieczne miejsce, w którym można by spokojnie przeprawić wojsko na drugi brzeg Brdy nadal by istniało i Bolesław niewątpliwie by z niego skorzystał, a jak wiemy postąpił zgoła inaczej.

Czy to mógł być Pawłówek ?

Tak, nie można całkowicie wykluczyć tej hipotezy.

Gród w Pawłówku (dzisiejsza wieś, leży dwa kilometry na zachód od granicy Bydgoszczy) był wówczas potężnym grodem granicznym, zajmującym powierzchnię około jednego hektara, a więc był nieco większy od Bydgoszczy.

Pawłówek krótko istniał jako ważny ośrodek grodowy. Okres jego świetności przypada na czasy panowania Bolesława Śmiałego, Władysława Hermana i Bolesława Krzywoustego, a więc zamyknąć go można w przedziale ok. 40-50 lat. Pierwotnie grodzisko miało formę czworokątną o średnicy 120×130 metrów i było chronione drewnianym wałem, wybudowanym w latach 60-tych i 70-tych, XI wieku, a następnie naprawianym około roku 1086 i 1100. W obrębie majdanu stwierdzono liczne ślady zabudowy zarówno mieszkalnej jak mi gospodarczej. Centralnym miejscem zabudowy był duży, podpiwniczony i prawdopodobnie dwu kondygnacyjny budynek użytkowany przez lokalną elitę władzy. Był też budynek ze specjalnie wydzieloną częścią, w postaci dużej, zamkniętej w kwadracie konstrukcji skrzyniowej (możliwe, że chodzi tu o komorę celną).

Wykonane badania dendrochronologiczne, dla drewnianych konstrukcji grodu, określiły ich najmłodszą datę na rok 1100, stąd niewykluczone, że kres istnienia tego ośrodka wiązać należałoby właśnie z wojną 1113 roku i zdobyciem przez księcia Bolesława grodów na pograniczu polsko-pomorskim. (Wojciech Chudziak, Jacek Bojarski, op. cit., s. 131-171).

Nie ulega najmniejszej wątpliwości, jak duże znaczenie militarne, ale też i administracyjne miał w tamtym czasie gród w Pawłówku i z pewnością musiał być on przez lata, przedmiotem rywalizacji polsko-pomorskiej.

Walki o Pawłówek zakończyły się w pierwszych na początku XII wieku jego zniszczeniem, z którego już nigdy się nie podniósł. Nie znamy dokładnej daty zdobycia grodu przez wojska książęce i z tego powodu, bardzo poważnie musimy liczyć się z hipotezą, iż mogło to mieć miejsce w 1113 roku.

Jednak moim zdaniem, przedstawiony przez Anonima na ostatnich kartach swojej kroniki opis walk nie odnosi się do Pawłówka.

Raz jeszcze odwołam się do pracy Wojciecha Chudziaka i Jacka Bojarskiego, którzy tak opisali teren na którym zlokalizowany był Pawłówek.

Teren pokryty torfami, podmokły i zabagniony. W drugiej połowie XI wieku i pierwszej połowie XII wieku, był tam wysoki poziom wód powierzchniowych, powodujący okresowe zalewanie terenów. Ze względu na charakter wydobytych osadów sądzić można, że mamy tu do czynienia ze śladami płytkiego zbiornika wodnego w rodzaju rozlewiska przykrywającego utwory torfowe i bagienne.

(Tamże, s. 131-157).

Zdobycie tak położonego grodu musiało dowodzącemu nastręczać wielu kłopotów. Poza bezpośrednią walką z obrońcami, oblegający musieliby się nieustannie zmagać z bardzo niesprzyjającymi im warunkami terenowymi.

Tymczasem, Anonim ani razu nie skarżył się na niesprzyjający Polakom ciężki, mokry i bagienny teren, o czym nie omieszkał napisać przy okazji rok wcześniej obleganego Nakła.

Kolejną przesłanką wskazującą na wykluczenie Pawłówka, była sprawa użycia przez wojska oblegające gród machin wojennych.

W zaistniałych warunkach, wątpliwym jest, a raczej wręcz niemożliwym użycie pod Pawłówkiem ciężkiego sprzętu oblężniczego, a z treści Kroniki wiemy, iż przy szturmach tego grodu, na dużą skalę wykorzystywano machiny wojenne, wielokrotnie zresztą niszczone i odbudowywane, co niewątpliwie musi przemawiać za odrzuceniem tezy, iż kolejnym grodem po zdobyciu Wyszogrodu był Pawłówek.

Dlaczego to nie Nakło ?

Celem wyprawy Bolesława III Krzywoustego w roku 1113 była ostateczna rozprawa ze Świętopełkiem.

Aby tego dokonać należało odebrać mu wszystkie otrzymane od księcia kilka lat wcześniej grody na pograniczu polsko-pomorskim.

Tym najważniejszym grodem, będącym zarazem siedzibą Świętopełka było Nakło.

Nie wiemy, czy już w 1113 roku, Bolesławowi udało się odebrać wszystkie grody uznające zwierzchność Świętopełka, ale niewątpliwie wszedł w posiadanie Nakła.

Napisał o tym wyraźnie Anonim, nadając tytuł 26 rozdziału III księgi swojej Kroniki, „Pomorzanie oddali Polakom gród Nakieł”.

W sposób równie jednoznaczny informuje o tym zdarzeniu Rocznik Świętokrzyski Dawny, gdzie pod datą 1113 napisano, że „Bolesław III, Nakło i inne obozy objął w posiadanie.”

Jednak powracając do kwestii rozstrzygnięcia, jaki gród został zdobyty przez Bolesława po wzięciu Wyszogrodu, muszę z całą mocą stwierdzić, iż to nie mogło być Nakło.

Proszę zauważyć, iż Anonim opisując walki o gród nie użył tu nazwy Nakło.

Nigdy wcześniej tak nie postępował. Każdorazowo, gdy pisał o tym grodzie to zawsze wymieniał je z nazwy.

Dlaczego w takim razie po raz pierwszy miałby uczynić inaczej, chociaż zdobycie Nakła było najważniejszym punktem kampanii ?

Dlaczego kronikarz nie napisał wprost, że Bolesław po umocnieniu Wyszogrodu i pozostawieniu tam załogi, ruszył w dalszy pochód pod Nakło, a napisał jedynie o otoczeniem i oblężeniu innego/drugiego grodu ?

W przekładzie Zygmunta Komarnickiego czytamy : „ przez osiem dni następnych umocnił go (Wyszogród – MD) lepiej na przyszłość pracą załogi swej w nim pomieszczonej. Z kolei tak pobrał inne, nareszcie ruszył pod główny zamek, teraz obronniejszy znacznie, który niezwłocznie dokoła obegnał”.

Wg Romana Grodeckiego ten fragment Kroniki brzmi następująco: „Pozostawiwszy tamże załogę (w Wyszogrodzie – MD) ruszył w dalszy pochód i otoczył wojskiem drugi gród rozpoczynając oblężenie”.

Z kolei Tadeusz Grudziński tak tłumaczy interesujący nas tekst : „Po zostawieniu tam załogi, ruszając stamtąd naprzód otoczył oblężeniem inny gród”.

Wytłumaczeniem tego faktu może być tylko to, że po zdobyciu Wyszogrodu, wojska Bolesława, stopniowo posuwały się na zachód, oblegając kolejne grody i dopiero na sam koniec kampanii dotarły pod Nakło.

Gród nakielski wprawdzie wpadł w ręce Polaków, ale nasz kronikarz nie zdążył już o tym napisać. Nie jest dzisiaj żadną tajemnicą wśród historyków to, że Anonim z nieznanych nam przyczyn nie zdołał ukończyć swojego dzieła.

Po zdobyciu Wyszogrodu, wojska księcia Bolesława, stoczyły długie i krwawe walki, zakończone poddaniem grodu, którego nazwy on nie wymienił, ponieważ jej po prostu nie znał. To nie wszystko. Anonim nie znał również nazwy rzeki, przez którą przeprawiały się wojska książęce pod Wyszogrodem, chociaż znana mu była Wisła, a wcześniej wymieniał rzekę Noteć.

Zdobycie Nakła, wielokrotnie wcześniej wymienianego na kartach Kroniki było wielkim zwycięstwem Bolesława, zbyt ważnym wydarzeniem, aby kronikarz nie wymienił jego nazwy, zwłaszcza w sytuacji, gdy przykrywało to jego ubiegłoroczną porażkę.

Z kolei zdobycie Bydgoszczy, choć niewątpliwie ważne z wojskowego i politycznego punktu widzenia, nie miało dla Anonima, takiego znaczenia jak upadek Nakła.

Owszem, z kronikarskiego obowiązku opisał walki o gród, ale nie zadał już sobie trudu ażeby ustalić jego nazwę.

A może to było Świecie ?

Z taką hipotezą spotkałem się w pracach Andrzeja Feliksa Grabskiego i Mariusza Sampa i zdecydowanie się z nimi nie zgadzam.

Andrzej Feliks Grabski twierdzi, iż po zdobyciu Wyszogrodu, Krzywousty skierował się na północ i idąc wzdłuż Wisły dotarł do Świecia. (Andrzej Feliks Grabski, Polska sztuka wojenna w okresie wczesnofeudalnym, Warszawa 1959, s. 175).

Również Mariusz Samp przychyla się do tej hipotezy, pisząc o marszu armii książęcej wzdłuż Wisły, aż do dotarcia pod Świecie, które miało być wówczas silnie ufortyfikowaną twierdzą. (Mariusz Samp, Bolesław Krzywousty piastowski bóg wojny, Warszawa 2023, s. 193).

Obydwoje autorzy zgodnie twierdzą, że po zdobyciu Wyszogrodu, wojsko Krzywoustego pomaszerowało na północ. Jednak żadne ze źródeł tego nigdzie nie potwierdza.

Anonim jedynie napisał, iż Bolesław : wg Grodeckiego – ruszył w dalszy pochód, wg Grudzińskiego – ruszył stamtąd naprzód, wg Komarnickiego – nareszcie ruszył pod główny zamek.

W cytowanym już Roczniku Świętokrzyskim Dawnym, pod datą 1113, również nie znajdziemy nawet najmniejszej sugestii, co do tego, w jakim kierunku maszerowały wojska książęce po zdobyciu Wyszogrodu.

Dopiero treść zapisków z lat 1116 – „Bolesław III podporządkował Pomorze i zajął dwa grody” i 1119 – „Tenże Bolesław zwyciężył w boju dwóch książąt Pomorzan, jednego pojmał, a drugiego zmusił do ucieczki”, wsparte zapisem z roku 1119 w Roczniku Kapitulnym Krakowskim – „Bolesław pokonał wodzów Pomorza w wojnie i zajął oba państwa”, uprawnia nas do stwierdzenia o dokonującym się w następnych latach po roku 1113 podboju Pomorza, czyli pochodzie wojsk polskich w kierunku północnym.

Błędne jest również twierdzenie o istnieniu w tym czasie w Świeciu bardzo silnego grodu, czy wręcz jak uważa Mariusz Samp świetnie ufortyfikowanej twierdzy.

Nie ma na ten temat jakichkolwiek dowodów, czy to w postaci dokumentów, czy też w postaci wykopalisk.

Do dnia dzisiejszego na terenie Świecia nie były przeprowadzone żadne poważne prace archeologiczne.

Efektem tego stanu rzeczy jest to, iż nie wiemy nawet, czy na początku XII wieku, Świecie już istniało.

Pierwsza wzmianka o Świeciu pochodzi z roku 1198, przy okazji konsekracji kościoła, przez tamtejszego księcia Grzymisława, który tytułuje siebie jako jednego z książąt Pomorza.

Wg Kazimierza Jasińskiego, Grzymisław był potomkiem miejscowych dynastów, których początki sięgały XI wieku. Jak wiadomo, Bolesław Krzywousty po opanowaniu Pomorza Gdańskiego i włączeniu go bezpośrednio do państwa polskiego, dokonał wymiany prawie całego miejscowego aparatu władzy, usuwając tamtejszych władców plemiennych, z których jedynie panowie Świecia i Lubiszewa zdołali utrzymać swoje posiadłości rodowe. Właśnie takim ostatnim księciem, wywodzącym się z dawnych władców plemiennych był Grzymisław, podlegający, jak i jego poprzednicy po 1116 roku władzy księcia polskiego. (Kazimierz Jasiński, Dzieje ziemi świeckiej i nowskiej od schyłku XII wieku do 1309 roku, s. 1-9).

Czy Świętopełk, władający Nakłem z nadania księcia Bolesława mógł być równocześnie suwerennym księciem części ziemi pomorskich i przodkiem Grzymisława, jak to sugeruje Tomasz Kruszewski, w cytowanej już pracy Władza książęca na Pomorzu (do Warcisława I) ?

Bezpośrednich dowodów na tę okoliczność nie ma. Pozostają nam jedynie hipotezy, a moja jest odmienna od tej Tomasza Kruszewskiego.

Po pierwsze jak już wspomniałem, źródła współczesne nic nie piszą o genealogii Świętopełka, poza tym, że pochodził z Pomorza.

Jedynie jego krótką charakterystykę znajdziemy u Jana Długosza „Książę zaś Bolesław oddał wspaniałomyślnie gród Nakieł, miasto oraz sześć innych miast, które mu się wtedy poddały pod opiekę i zarząd w swoim imieniu swemu doradcy i wielkiemu zwolennikowi, polskiemu możnemu Świętopełkowi. Spodziewał się, że ten okaże się szczery i wierny wobec niego i jego Królestwa. Górował on bowiem nad innymi nie tyle znakomitością rodu i bogactwem, co prawością, uczynnością i wiernością. Rodzina jego wywodziła się bowiem ze starego polskiego rodu Gryfów. W tym szlachetnym i wypróbowanym człowieku nie można było podejrzewać śladu zdrady ani podejrzliwości”. (Jan Długosz, Roczniki czyli kroniki sławnego Królestwa Polskiego, Edycja komputerowa, Tom 3, s. 322).

W roku 1108, po zdobyciu Czarnkowa, książę oddał w zarząd ten gród wraz z okolicznymi ziemiami, miejscowemu możnowładcy Gniewomirowi, który rychło zdradził Bolesława.

Tym samym mało prawdopodobne wydaje mi się, aby Bolesław rok później, gdy na kanwie zdrady Gniewomira miał niewątpliwie bardzo ograniczone zaufanie co do dochowania mu wierności przez pomorską elitę wzmacniał jednego z tamtejszych książąt, poprzez oddanie mu w lenno niezwykle silnie umocnionego Nakła, wraz z sześcioma okolicznymi grodami, a więc ziem, które bezpośrednio przylegałyby do jego dziedzicznych pomorskich posiadłości.

Jan Długosz nazywa Świętopełka polskim możnym i doradcą książęcym, a więc kogoś kto raczej na co dzień przebywa w otoczeniu księcia niż z dala od dworu zajmuje się władaniem swoim pomorskim księstewkiem.

Skoro po włączeniu Pomorza Gdańskiego do Polski, Bolesław Krzywousty w sposób bezceremonialny pozbawił władzy tamtejszych książąt, za wyjątkiem przodków Gniewomira, to tym bardziej nie mógł być on potomkiem Świętopełka.

Za zdradę książę nie nagradzał. Zarówno Świętopełk jak i jego potomkowie nie mogli liczyć na łaskawość Krzywoustego i pozostawienie ich w dziedzicznych włościach.

Powyższe skłania mnie do hipotezy, iż Świętopełk, aczkolwiek wywodzący się z Pomorza i niewykluczone, że z jakiegoś książęcego rodu, to jednak w roku 1109 nie władał żadnymi ziemiami pomorskimi, a Nakło z okolicznymi grodami było w tamtym czasie jego jedynym władztwem.

Jest to dość poważny argument za odrzuceniem tezy o wyprawie wojsk Bolesława pod Świecie, zaraz po zdobyciu Wyszogrodu.

W roku 1113 Bolesław Krzywousty, koncentrował się jedynie na wojnie ze Świętopełkiem i odzyskaniu przygranicznych grodów, a Świecie jeśli w ogóle wówczas istniało, to już na pewno nie miało statusu przygranicznej twierdzy.

Wielce nierozsądnym byłoby ze strony księcia, otwierać sobie nowy front walk, z kolejnymi książętami pomorskimi, w chwili gdy jego główny wróg, z którym wojował od kilku lat i to bez powodzenia nie został jeszcze pokonany.

Najpierw należało wyeliminować zdrajcę Świętopełka i przejąć grody którymi władał, a dopiero później miała przyjść kolej na ziemie pomorskie.

Dla Bolesława III Krzywoustego celem kampanii roku 1113 było odebranie Świętopełkowi grodów znajdujących się na pograniczu polsko-pomorskim, wraz z jego głównym ośrodkiem, Nakłem.

Książę, pomny doznanej w poprzednim roku porażki pod Nakłem, tym razem postanowił rozpocząć walki od uderzenia na wschodni kraniec posiadłości Świętopełka, czyli na Wyszogród. Manewrem tym całkowicie zaskoczył Pomorzan, którzy nie spodziewali się ataku na tym kierunku.

Po łatwym zdobyciu nieprzygotowanego do obrony Wyszogrodu, wojska książęce stopniowo posuwały się w kierunku zachodnim, zajmując kolejne napotkane na swojej drodze grody pomorskie.

Na kartach swej Kroniki Anonim zwany Gallem opisał oblężenie, zakończone kapitulacją niewymienionego przez niego z nazwy grodu. Była nią Bydgoszcz.

Gród bydgoski, był pierwszym po Wyszogrodzie na drodze wojsk Bolesława, maszerujących w kierunku Nakła. Bydgoszcz była wówczas silnym punktem oporu, chroniona przez Brdę i otoczona 10-metrowym wałem. Jej znaczenia militarnego dopełniała wybudowana około 1100 roku drewniana platforma, zapewniająca szybką i bezpieczną przeprawę przez rzekę.

Bolesław Krzywousty, maszerując na Wyszogród, nie skorzystał z istniejącego przyczółka mostowego, wybierając niebezpieczny manewr przeprawy przez Brdę, wpław, w pobliżu nieprzyjacielskiego Wyszogrodu. Fakt ten dowodzi, że gród bydgoski znajdował się w tym czasie w rękach pomorskich i należało go najpierw zdobyć, aby w przyszłości móc korzystać z tejże przeprawy rzecznej.

Wojska książęce, kierujące się na Nakło, nie mogły tak sobie po prostu ominąć Bydgoszczy i pójść dalej pozostawiając za swoimi plecami duży i silny ośrodek grodowy, z niedawno bo ok. 1100 roku wzmocnionymi fortyfikacjami.

Polacy musieli podjąć oblężenie, a na powtórzenie sytuacji spod Wyszogrodu nie można było już liczyć. O żadnym zaskoczeniu nie było mowy. Załoga wraz z mieszkańcami miała blisko trzy tygodnie na przygotowanie się do obrony.

W takich warunkach, jak nakazuje logika, potwierdzona zresztą przez Anonima oblężenie musiało trwać długo i być niezwykle krwawe. Walki musiały być toczone przy wykorzystaniu ciężkiego sprzętu oblężniczego (wał obronny o wysokości 10m). Kronikarz informuje również o częstym używaniu w walce ognia, co niewątpliwie powiększało skalę zniszczeń, które były ogromne.

Archeolodzy uważają, że na początku XII wieku, Bydgoszcz uległa spaleniu, a jej mieszkańcy wyprowadzili się.

Ostatnie zapisane słowa Kroniki brzmią „poddali gród, sami cało i nietknięci odchodząc ze wszystkimi swojemi dokąd im się spodobało”.

Taki był koniec Bydgoszczy z okresu wczesnopiastowskiego.

Powstały w latach 30-tych XI wieku gród, stopniowo się rozwijał, stając się z uwagi na swoje pograniczne położenie się ważnym ośrodkiem militarnym.

Początkowo Bydgoszcz była polskim grodem, by w drugiej połowie XI wieku dostać się pod panowanie Pomorza.

Zniszczona w trakcie oblężenia w 1113 roku, opuszczona przez mieszkańców, znikła z kart historii na ponad sto lat, bo aż do 1238 roku.